Ale nie o nich dziś mowa.
Przyjechaliśmy tu w grudniu, Małżonka z inwentarzem nieco wcześniej, ja po uporaniu się z relokacją ruchomości w Europie-nieco później. W sam raz na Boże Narodzenie.
![]() |
| Do dziś nie wiem, kim był muffin. Chyba Mikołajem. Albo owcą. |
Posłużyły za oprawę i świąteczny wystrój w jednym. Potem ja do pracy, Małżonka do pracy.
Po moim powrocie, okrzepnięta już nieco w tutejszych realiach Połowica rzuciła się w wir organizacji wycieczek, o których możecie sobie poczytać w archiwum tego bloga.( Po prawej stronie. Po kliknięciu na dany miesiąc ukaże się lista wpisów z danego okresu)
Na początku zaskakiwały rękawiczki, których nie trzeba zdejmować, by móc klikać w smartfona na mrozie, czy skutery sieci fastfood, dowożące do klienta hamburgery, przez całą dobę.
![]() |
| Notabene, nr telefonu na kuferku jest hasłem dostępu do sieci Wi-Fi w restauracji, w całym kraju taki sam. |
![]() |
| Pomysł na biznes w kraju? Pory roku są tu podobne. |
Koreańczyków czytających ten blog, którzy nie potrafią uwierzyć, iż nie są jedynym na świecie krajem, gdzie występują cztery pory roku-przepraszamy.
Tak, tak-znakomita większość naszych lokalnych rozmówców okazuje nieskrywane i naturalne zdziwienie, na wiadomość, że jest jeszcze gdzieś kraj, w którym zimą pada śnieg, jesienią drzewa pokryte są pięknymi, kolorowymi liśćmi, a ludzie kiszą kapustę, jedzą tatara i gotują wywary na zupę, na przykład na żeberkach.
A już najbardziej otwierają ze zdziwienia buzie, gdy bez skrzywienia czy wołania o straż pożarną, zajadamy ze smakiem ich pikantne dania. Nie wiem, skąd w Korei bierze się przeświadczenie, że cudzoziemcy nie podołają ostro przyprawionym potrawom, ale wiem, że gdy grupa Amerykanów, mieszkająca tu już od kilku lat i przyzwyczajona i lubiąca lokalną kuchnię- podczas kręcenia programu dla lokalnej telewizji, została poproszona właśnie o przesadną reakcję na smak i ostrość kimchi, "bo na wizji to lepiej wygląda". Tak rodzą się miejskie legendy.
Szanuje się tu bardzo ludzi starszych. W autobusie naturalnym jest ustąpienie miejsca.
Zwykle wtedy osoba, której się tego miejsca ustąpiło, proponuje wzięcie na kolana. Poważnie mówię.
Niezależnie od płci i wieku. Ostatnio pani z energią wzięła na kolana. Moją siatkę z zakupami.
Taki barter.
W metrze już trudniej o to, by zapatrzony w ekranik telefonu młodzian, ustąpił miejsca staruszce.
Stąd też dedykowane osobom starszym, kobietom w ciąży etc. siedziska. I taka pozornie zniedołężniała kobiecina, bez skrupułów wykorzysta łokcie i laskę, by do tego miejsca dotrzeć.
Nie piszę tego złośliwie, bo zjawisko to jest tak nagminne i niezrozumiałe, że po prostu schodzimy z drogi. Jak zdążymy.
Szacunku ciąg dalszy- pieniądze kasjerce, książkę koledze, czy kielicha współbiesiadnikowi-podajemy dwiema rękami. Jedna ręka dotyka(podtrzymuje łokieć) ręki podającej.
Przy stole też jest ciekawie-nie zaczynamy jeść, dopóki osoba najstarsza(wiekiem lub pozycją w grupie)tego nie zrobi.
Zależności w grupie opierają się między innymi na wieku. Osobie starszej okazujemy szacunek inaczej niż rówieśnikowi, czy osobie młodszej. W języku koreańskim są różne formy i zwroty, używane w zależności od tego, z kim rozmawiamy.
Cudzoziemcom wybacza się potknięcia i uchybienia od etykiety, traktowane one są z przymrużeniem oka. Wiedzą przecież, że te białe ludzie to inne są i cieszyć się należy, że w ogóle próbują się zachować.
Z ciekawostek- to najstarsza w grupie osoba uiszcza w restauracji rachunek. Sporo się trzeba nagimnastykować, żeby się jakoś odwdzięczyć.
Najstarszy syn jest zobowiązany pomagać finansowo rodzicom. Stąd też niektóre kobiety wolą wyjść za drugiego syna, żeby nie musieć się dzielić z teściową.
Z jednej strony rodzice inwestują do czterdziestu procent swoich dochodów w wykształcenie pociechy, płacą grube pieniądze za kawalerki w pobliżu dobrych uniwersytetów(rejonizacja, adres zamieszkania reguluje dostęp do wybranej szkoły), dzieci siedzą w szkole od ósmej rano do dziesiątej wieczorem(do obiadu w państwowej szkole, po przerwie zajęcia już płatne), po to, żeby dzieci dostały dobrą pracę i mogły wspomóc rodziców na emeryturze.
Z drugiej strony, mniej zamożne osoby sprzedają na ulicy płody rolne ze swojego ogródka, czy zbierają makulaturę. Starsza pani czy pan, zgarbiona i ciągnąca wózek wypchany kartonami to widok codzienny.
Cały czas mówimy o kraju, w którym Produkt Krajowy Brutto na głowę wynosi ponad 30,000 USD.
Ale nie nam oceniać, jaką cenę płacą tutaj za przesiadkę z wozu, ciągniętego przez parę wołów, do Huyndae'ia. I to na przestrzeni dwóch pokoleń.
Swoją drogą, niemała musi to być cena- przechodziliśmy koło składu mebli, AGD i innych przydasi. Z drugiej ręki. Na pace półciężarówki, zaparkowanej przed wejściem-komplet mebli. Pomalowanych na czarno, wyglądających jak z laki. Przepięknie inkrustowanych masą perłową. Powtórzę-przepięknie. W sklepie nie było już nikogo. Wzięliśmy numer telefonu, zadzwoniliśmy dnia następnego. Okazało się, ze meble już spalone.
Nikt, absolutnie nikt nie rozumiał wyrażanego przez Małżonkę żalu.
"Na co wam to, przeca to późny Gierek, stare, brzydkie" było najpopularniejszym komentarzem.
Dopiero później jedna z koleżanek Małżonki przyznała, że chyba coś utracili w tej pogoni do przodu.
Na zdjeciu meble podobne do tych spalonych. W sklepie z antykami cena od 1500 USD w górę...
![]() |
| Źródło |
A na koniec ciekawostka: w kawiarni, po złożeniu i opłaceniu zamówienia, dostaniecie coś takiego
Zacznie wibrować i młygać światełkami, kiedy Wasze zamówienie będzie gotowe do odbioru.
Wszelkie pytania mile widziane!





