Długi weekend. Majowy. Budda miał urodziny 석가탄신일 (seokga tansinil), a my
pojechaliśmy do Busan. To miasto
portowe położone na brzegu Morza Żółtego jest drugim, co do wielkości miastem w
Korei Południowej. Przez dziesiątki lat Busan wchłaniał w swoje ramy
administracyjne małe miasteczka i wioski rybackie tworząc z czasem moloch, w którym mieszka nieomal 4 miliony ludzi.
Taki właśnie los
spotkał Gamcheon. Koreańskie Santorini, Machu Picchu, Lego Land to
tylko niektóre określenia, jakimi zarówno turyści jak i Koreańczycy określają
Gamcheon Art Village, położoną w południowej części Busan. Nam miejsce
to przypomina jednak bardziej brazylijskie favelas niż Lego Land choć jest bardzo
urokliwe i…o lata świetlne odległe od wyobrażeń obcokrajowców o Korei. Biorąc
pod uwagę historię Gamcheon skojarzenie z favelas nie
jest aż tak dalekie od prawdy. Tradycyjnie była to okolica zamieszkana przez
biedotę. Sytuacja bytowa mieszkańców pogorszyła się dodatkowo w latach 50-tych
XX wieku, gdy w Gancheon osiedlili się uchodźcy z terenów objętych Wojną
Koreańską. Liczba domostw w wiosce wzrosła z 20 do 800 w przeciągu 3 lat.
W 2009 Koreańskie Ministerstwo wyszło z pomysłem stworzenia
Art Village. Celem projektu miało być poprawienie sytuacji materialnej
mieszkańców oraz rewitalizowanie okolicy. Opuszczone domy przerobiono na
atelier, a artystom zaproponowano współpracę przy renowacji i zmianie wizerunku
miasteczka. W części opuszczonych budynków powstały państwowe kawiarenki, w
których mieszkańcy znaleźli zatrudnienie a spora część z ich dochodów
przeznaczana jest na dalszy rozwój miasteczka.
Projekt Art. Village okazał się sukcesem. Artyści rozmieścili na uliczkach Gamcheon rzeźby, instalacje, rewitalizowali skwerki, zaprojektowali poszczególne części wioski wokół konkretnego motywu n.p. „Mały Książę”, gołębie, książki.
Najlepszy sposób na zwiedzanie wioski to po prostu zgubić
się w uliczkach, małe galerie i przytulne kawiarnie zapewnią każdemu coś dla
ciała i coś dla ducha.
Plaża Haeundae w Busan uważana jest przez Koreańczyków za najładniejszą
plażę w Korei. Co roku w sezonie rozkłada się około 8.000 parasoli ,
ponieważ w Korei opalenizna uważana jest za przejaw złego smaku i każdy jak
tylko może od słońca się chroni. Plaża ma długość 1.5 km więc nietrudno się
domyśleć, że wygląda raczej jak parking zapchany kolorowymi samochodami przed
supermarketem niż plaża z piaskiem, na której gra się w siatkówkę. Ta plaża nie
jest dla was, jeśli lubicie słońce i robienie babek z pasku, natomiast nadaje
się świetnie na nocne party, szczególnie w sezonie.
Część nadmorska Busan przypomina Sopot, brakuje tylko molo.
Budki z lodami i lokalnymi przysmakami, sąsiadują z
kilkunasto-piętrowymi hotelami znanych marek, gdzie doba kosztuje średnio ponad
$ 300, a obwieszone Pradą, zamożne Koreanki zawieszają oko na przyjezdnych
surferach (tym słońce nie przeszkadza ;-)
Pochodziliśmy po prawie opustoszałej już Haeundae późnym
popołudniem oglądając piękny zachód słońca, którego promienie odbijały się w
drapaczach chmur,
po czym jako „rasowi” Europejscy „turyści” mieszkający w Korei na stałe (i tęskniący
czasem za bardziej europejską przekąską) udaliśmy się na kolację złożoną z
„Fish & Chips”. Zapierający dech w piersiach widok na drapacze chmur i most
Gwangan, będący najdłuższym mostem w Korei wybudowanym nad oceanem, do kolacji
dodany był gratis. Most, po zachodzie słońca prezentował się dużo lepiej niż za
dnia, toteż zdjęcia robiliśmy po zmroku.
Plaża Haeundae w stronę mostu oraz futurystycznej bryły Centrum Konferencyjnego APEC kończy się hotelem sieci Westin, z tego miejsca przejść można już tylko po zbudowanych wzdłuż niskich klifów drewnianych podestach, które prowadzą na przystań jachtów i łodzi pływających z turystami chcącymi zobaczyć Busan z perspektywy wody; podobnie jak w Polsce na Helu, widoki tylko nieco inne ;-) Co kilkadziesiąt metrów zrobione są na podestach tarasy widokowe, z których podziwiać można ocean i spotkać po drodze syrenkę. Polacy mają Warszawską, Duńczycy Kopenhaską a koreańska Syrenka przycupnęła przy brzegach Busan.
Po spacerku, jedzeniu, dniu pełnym wrażeń i dłuższym pobycie
w jacuzzi, które notabene potrzebne było naszym zmęczonym nogom, spaliśmy jak
zabici zbierając siły na dzień następny, który zaczął się od nie
najsmaczniejszego, choć świeżutkiego sashimi, które zjedliśmy na lunch na
jednym z bardziej znanych Targów Rybnych w Korei -Jagalchi Market.
Posileni rybką wsiedliśmy w metro, przesiedliśmy się na
autobus i już po około 2 godzinach…… podziwialiśmy świątynię buddyjską
Yonggungsa położoną nad brzegiem Pacyfiku. W okolicy Urodzin Buddy świątynie przystrajane
są mnóstwem papierowych lampionów, do których wierni przytwierdzają swoje
prośby lub podziękowania.
Przy posągu Złotego Buddy na obrzeżach Haedong Yonggungsa Temple zjadłam najlepsze hotteoki, czyli placuszki z ciasta ryżowego, z brązowym cukrem i nasionami, a Małżonek-najsmaczniejszy odeng w Korei.
| Przepis prosty :) |
PRZEPIS NA HOTTEOKI
1. Na ciasto na 8 sztuk potrzebne będą:
- 2 łyżeczki drożdży instant, 2 łyżki cukru, 1/2 łyżeczki soli, 1 łyżka oleju, 1 szklanka letniej wody.
Podane składniki dobrze ze sobą wymieszać, dodać 2 szklanki mąki, wyrobić na ciasto.
Przykryć miskę folią spożywczą i odstawić do wyrośnięcia, na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Zagnieść raz jeszcze, by usunąć pęcherzyki gazu z ciasta.
Odstawić do ponownego wyrośnięcia na 10-20 minut.
2. Na nadzienie wymieszać 1/2 szklanki brązowego cukru z posiekanymi orzechami włoskimi czy jak na zdjęciu powyżej, z nasionami słonecznika i pestkami dyni.Można dosypać cynamonu.
3. Na posypanej mąką stolnicy zagnieść ciasto, uformować kulę i podzielić ją na 8 części.
4. Kulkę z ciasta spłaszczyć w dłoniach, nałożyć łyżką cukier z nasionami, zlepić od góry brzegi, formując z powrotem kulę.
5. Rozgrzać na patelni olej, położyć kulkę i smażyć przez 30 sekund, aż lekko zbrązowieje.
Potem kulkę obrócić i rozpłaszczyć na patelni szpatułką, do rozmiarów mniej więcej płyty CD(albo spodka do filiżanki, jak kto woli). Smażyć przez około 1 minutę, aż się przyrumieni na złoty kolor.
6. Placuszki powtórnie obrócić, zmniejszyć ogień do minimum i przykryć patelnię, smażyć przez kolejną minutę. Cukrowe nadzienie zamieni się w pyszny syrop.
Podawać na ciepło, ze szklanką mleka. Fani tej słodyczy reprezentują wszystkie grupy wiekowe.
SMACZNEGO!!!
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)