Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia azjatycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia azjatycka. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Walentynki. Po koreańsku, czyli na opak.

Serduszka, czekoladki, róże - koniecznie na długiej łodyżce i bordowe, no i oczywiście pluszaki.
To wizja Dnia Zakochanych między Bugiem a Odrą, po transformacji ustrojowej.
Kiedyś był Ósmy Marca, goździki i pończochy, i życie było prostsze.

"Przysmaki" z mąki ryżowej w walentynkowych barwach 
 I na co to komu? Żeby placówki świadczące usługi gastronomiczne mogły sobie tego dnia policzyć dwa razy tyle za wuzetkę i kawę, co zwykle? A wiecznie zakatarzony pan spod supermarketu, na co dzień parający się świadczeniem ochrony pojazdów mechanicznych("paniusiu, dyszka, albo porysuję lakier"), na ten dzień przywdziewa bezzębny uśmiech i terroryzuje nastolatków, wciskając im nadwiędłe róże dla wybranki?

Ech, gdzie te czasy, kiedy w kalendarzu typu zrywak można było poznać mowę kwiatów i dzięki temu uniknąć nieporozumienia, wręczając bukiet białych lilii("ależ co pan, dziewicą to ja już dawno nie jestem, a z harcerstwa wyrzucili mnie za molestowanie zuchów").
Autorowi tekstu przeszedł lepszy numer- zachodząc w konkury w latach khem, khem.. młodzieńczych- matce wybranki wręczył róże farbowane na zielono(bo zauważył, że suszy bukiety pod sufitem i układa ikebany), a wybrance... farbowane na fluorescencyjny, wściekle zielony kolor kalie...
Obie panie, świadome mowy kwiatów ubawiły się setnie, pomimo że żadna z nich nie wybierała się na tamten świat. A pomysłowa kwiaciarka nieraz jeszcze zaskoczyła klientów.

Możemy własnoręcznie zrobić czekoladki z..różowej, chińskiej czekolady - mniam, mniam, mniam ;/
Sztuczna i bezkrytyczna implementacja zamorskich mód nie zawsze się udaje. Wyszczerzone dynie jesienią jeszcze można zrozumieć, nie ich wina, że dojrzewają w tym czasie. A poza tym można się świetnie bawić wyrzynając dyniom dziury razem z dziećmi albo wymyślając na wyścigi milion potraw z dyni na wszystkich szanujących się lub nie- blogach o zacięciu kulinarnym.

Ale serca?? W lutym?? Pocałunki na mrozie?? Opryszczka murowana.

A jak rozwiązali tę kwestię w Korei?

Ano, jak większość, czyli po swojemu.

Zestaw czekoladek. Możemy je wysłać pocztą, dochodzą ;)
Czternastego lutego, czekoladki wręczają... kobiety. Mężczyznom. I nazywa się to Dniem Czerwonym. Kiedyś wręczenie przez niewiastę czekoladek, szczególnie własnoręcznie zrobionych, niosło przesłanie równoznaczne z Danusiną nałęczką w Krzyżakach.

Płeć męska ma szanse na rewanż po miesiącu, kiedy to czternastego lutego ofiarują słodycze. Dzień dla odmiany nazywany jest Białym. Jest to zaimportowany z Japonii sukces tamtejszego przemysłu cukierniczego, który już od lat 70-tych silnie lobbował na rzecz większych zysków.

Że też u nas nikt nie lobbował na okoliczność zakontraktowanego buraka cukrowego, cukrownie likwidowano, a pieniądze trafiały "na konta do Luksemburgu". A Władeczek szkodził.

Wszystkie pominięte potwory oraz nieobdarowani czekoladą, mają szanse utopić swe smutki miesiąc później, czternastego kwietnia, kiedy to podczas Czarnego Dnia, spożywają pochodzącą z Chin potrawę jajangmyeon. To serwowany z makaronem sos, z fermentowanej czarnej fasoli. Taka ichnia czarna polewka. Jak widać na załączonym obrazku, nie jest to raczej danie na romantyczną kolację.
Ale za to jest przepyszne.
Dokładniejsze dane na temat pochodzenia tego święta nie są bliżej znane, ale na pewno właściciele przybytków serwujących ten smakołyk nie mają nic przeciwko temu.

Zdjęcie pochodzi stąd.
Nudle z fasolą występują zarówno w wersji mięsożernej i jak i wegetariańskiej.
Dla zainteresowanych przepis do znalezienia tutaj, czyli u nieocenionej Maangchi.

Cokolwiek sądzicie o zamorskich celebracjach, stanowią one świetny przykład jak różnie mogą być postrzegane zwyczaje w różnych częściach świata. Sporo też można się dowiedzieć o specyficznej dla Korei kulturze par(vide identyczne ubrania dla obojga) i komercjalizacji tego zjawiska.

Serdeczne podziękowania dla wszystkich, którzy oddali na nas głosy w konkursie Blog Roku oraz Tekst Roku.
Dzięki nieocenionej inicjatywie Mamy, dostaliśmy w sumie 33 głosy, w obu kategoriach.
Zwycięzcom i finalistom gratulujemy! 

sobota, 7 lutego 2015

Ho-Bbang 호빵 만들기, czyli buchty z czerwoną fasolą


Ho-Bbang 호빵 만들기 to nic innego, jak mandu z nadzieniem z fasolki azuki.

Proste, dość szybkie i smaczne danie na słodko. Świetna alternatywa na zdrowy obiad dla wszystkich Tadków niejadków;) 

Przepis na pastę  znajdziecie tutaj, przepis na bułeczki poniżej. 

 

Przygotowanie pasty

Składniki:
3 szklanki mąki pszennej
1 ½ ciepłego mleka lub wody (ja używam mleka sojowego)
½ łyżeczki drożdży suszonych

Gotowe Ho-Bbang, ja podaje je po Polsku ze smietaną lub naturalnym jogurtem, posypane brązowym cukrem. Taki mój koreańsko-polski mix ;)
Przygotowanie:
Drożdże rozprowadzamy w mleku, dodajemy mąkę ( nie trzeba czekać, aż drożdże zaczną pracować). Wszystko dobrze mieszamy a następnie wyrabiamy ciasto.
Zostawiamy do wyrośnięcia na 40 minut. 

Ciasto wyciągamy delikatnie z naczynia, formujemy z niego podłużny bochen.
Przecinamy go na pół.
Połowę odkładamy pod wilgotną ściereczkę.
Z drugiej połowy tworzymy rulon i tniemy go na kawałki o długości ok 4 cm.

Kawałki ciasta spłaszczamy (można lekko rozwałkować krawędzie, będzie się łatwiej kleiło boki ), w ten sposób powstają nam okrągłe, małe placuszki.
Na środek placuszków kładziemy pastę i zawijamy ciasto tworząc okrągłe bułeczki. 

Pozostawiamy je na 20 min pod przykryciem, następnie gotujemy na parze (ok 12 min, w zależności od grubości ciasta), tak, jak polskie buchty.

Smacznego!

sobota, 31 stycznia 2015

Koreańskie bułeczki Mochi z czarnym sezamem


Koreańskie bułeczki Mochi z czarnym sezamem
Przepis na około 12 bułeczek.




180 gram mąki ryżowej
20 gram mąki pszennej  (opcjonalnie)
10 gram mleka w proszku
120 gram mleka
60 gram oleju roślinnego
20 gram czarnego sezamu (wcześniej trzeba go uprażyć)
1 łyżeczka jasnego sosu sojowego
1 jajko
Szczypta soli

Przygotowanie:
Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
Mleko, olej, sos sojowy i sól mieszamy w garnuszku i zagotowujemy.  Dodajemy mąkę ryżową, pszenną i śmietankę w proszku. Mieszając połącz składniki, dodaj jajko, a następnie użyj miksera, aby ciasto wyrobić. Jeśli będzie zbyt luźne, można dodać więcej mąki. Dosypujemy sezam i raz jeszcze mieszamy.
Dzielimy ciasto na 12 bułeczek, obtaczamy w mące i pieczemy przez 20 minut. Jeśli chcemy, żeby bułeczki były bardziej chrupkie trzeba je spryskać woda przed pieczeniem.

Podajemy najlepiej lekko cieple.

sobota, 24 stycznia 2015

GIMBAP VS. SUSHI

Gimbap jaki jest - każdy widzi.
Sushi jakie jest, każdy wie. A jeżeli nie wie, to się nie przyznaje, bo jak wiadomo to obciach obecnie i w niedalekiej przeszłości żywić się czymś innym.
Sushi to ryż, zakwaszony octem, stąd nazwa. Tradycyjnie wywodzi się to od ryby, fermentowanej w kwaśnym ryżu. Stąd też mniej wymyślne wersje niemal zawsze będą zawierać jakąś rybę.
Koreański gimbap, czy też kimbap, jak komu wygodnie użyć zapisu koreańskiej wymowy, to już inna bajka.

Nie będziemy tutaj dochodzić, czy danie ewoluowało podczas okupacji japońskiej, czy Koreańczycy sami na to wpadli. Bliskość obu krajów i ich wzajemne, niezbyt szczęśliwe relacje pozwalają sądzić, że wpływy się przenikały. I niech tak zostanie na potrzeby dzisiejszych dywagacji.
Koreańskie ryżowe rolki raczej nie zawierają ryby. Na zdjęciu powyżej w przekroju widać od góry, zgodnie z ruchem Słońca, przynajmniej na północnej półkuli: omlet, marynowaną rzodkiew daikon, paluszek krabowy, szynka konserwowa, duszona wołowina i tutejsza wariacja na temat cukinii.
Na zdjęciu poniżej widać też marchewkę, ogórka i odeng, czyli fish cake.

Generalnie nie wydaje się, żeby były jakieś specjalne ograniczenia, co do wsadu.
Koreańskie zawijasy będą więc bardziej chrupiące, a fakt, że płaty glonów(gim), w które zawija się ryż i resztę są zwykle prażone, a potem posmarowane delikatnie olejem sezamowym powoduje, że dostajemy do ręki idealnie uzupełniającą się kompozycję.
Wtajemniczeni po uformowaniu, kroją rulon na plastry ostrym nożem, maczanym właśnie w oleju sezamowym. I nóż się nie klei, i delikatny aromat pozostaje.

Gimbap to typowy street food, kosztuje niewiele, a syci na długo. Pierwszy raz spróbowaliśmy tego jeszcze w Irlandii, gdzie na jednym z festynów w Galway, para koreańskich studentów postanowiła zaznajomić lokalną społeczność z kilkoma specjałami, sprzedawanymi ze stolika turystycznego.

Teraz czasem na dworcu autobusowym, przed porannym wyjazdem gdzie oczy poniosą, kupujemy wersję, która jako żywo kojarzy się ze wszelkimi wyjazdami w latach szkolnych i studenckich.

Kimbap faszerowany tuńczykiem i pastą gochujang. W czerwonym opakowaniu. Ryż, ryba i papryka. Pikantne toto.
Jest takie miasto nad Odrą, z dostępem do morza(kanał bo kanał, ale zawsze) skąd pochodzi jeden z nieśmiertelnego wyjazdowego trio, obok pasztetu z kogutkiem i mielonki turystycznej.
I tak właśnie smakuje ten kimbap. Jak tu nie zatęsknić za domem?

 Dla tych z Was, którzy próbowali swoich sił ze zrobieniem sushi w domu, zrobienie gimbap'u będzie jeszcze łatwiejsze. Krótkoziarnisty ryż gotujemy do miękkości, Koreańczycy nie solą ryżu.
Po ostygnięciu rozkładamy na ułożonych na bambusowej macie płatach glonów, układamy nadzienie, zwijamy w rulon, kroimy w plastry, sztuczka podana wyżej.
Nie trzeba podawać z sosem sojowym, ale można. Można też zmieszać jasny sos sojowy w równych proporcjach z ryżowym octem, trochę dosłodzić, trochę podostrzyć drobno posiekanym chili, wycisnąć ząbek czosnku- co kto lubi. Pasuje wszystko.
Takie paczuszki na dwa kęsy też są świetne. Samgak-kimbap, czyli trójkąty.


Tutaj do kupienia na każdym rogu, można zjeść na miejscu, z talerza, z dodatkami. Można złapać w garść i zjeść po drodze, choć zwykle w wersji na wynos dostaje się pałeczki, w założeniu, że zdążymy donieść do domu czy biura. Ja donaszam zwykle połowę. Lub mniej. Czego i Wam życzę.





sobota, 10 stycznia 2015

Fasola Azuki – pasta na słodko. 팥앙금



Jest sobota, jest i przepis, tym razem na słodko ;)

Pasta “PatAngGeum (팥앙금)” zwana także “JeokAngGeum (적앙금)” to produkt znany w wielu azjatyckich krajach. Jest on używany najczęściej do deserów lub słodkich potraw. 
Ja z rozrzewnieniem wspominam taiyaki (鯛焼き) , które dostałam od wiekowej Japonki w antrakcie przedstawienia Kabuki. 

W Korei, w lecie jemy ją w bingsu, przepis możecie znaleźć tutaj. 

Bingsu z czarnym sezamem i sosem z fasoli Azuki
W zimie natomiast, na co drugim rogu ulicy znaleźć można Bungeoppang, czyli pastę z fasoli azuki, serwowaną  pod kołderką ciasta gofrowego. 

Ciasto gofrowe, pasta z czerwonej fasoli
Przepis jest bardzo prosty, potrawa smaczna a do tego można się pochwalić znajomym na jakimś azjatyckim party zorganizowanym w swoim własnym „M”. 

Fasolka Azuki 팥, Vigna angularis
Czerwoną fasolę Azuki gotujemy aż do miękkości (ok 20 min). 
Po odcedzeniu fasolę zgniatamy. Są dwie szkoły, jedni używają blendera, inni widelca.
Następnie dodajemy szczyptę soli i cukier do smaku. Ja lubię dodać cukier ciemny, brązowy (Muscovado, nierafinowany), jest smaczniejszy i nadaje brunatnego koloru całej paście.

Kiedy już wszystkie składniki wymieszamy; raz jeszcze całość podgrzewamy i dodajemy jeszcze trochę cukru, jeśli jest taka potrzeba, cukier w procesie podgrzewania się skarmelizuje i zwiąże naszą fasolkę.

Po ostygnięciu z pasty formujemy kuleczki. Można je obtoczyć w sezamie, wiórkach kokosowych, posiekanych orzechach; jak kto woli. Nie jest to tradycyjny sposób podania, ale kto powiedział, że przepisów nie można zmieniać zgodnie z własnymi preferencjami?

Smacznego!

sobota, 13 grudnia 2014

Mandu. Krótko i zaj...iście. Koreańskie pierogi.

Jaka pamięć, taki cytat.
Dla tych z Was, którym Małżonka zrobiła smaka na Fejsie, krótka historia i przepis.

Mandu, czyli koreańskie pierożki, pojawiły się na Półwyspie prawdopodobnie wraz z towarami przepływającymi Jedwabnym Szlakiem. Świadczyć choćby o tym może podobieństwo do innych, wyrabianych z pszennej mąki, faszerowanych wyrobów w Centralnej i Wschodniej Azji.
Inna szkoła głosi, że przywieźli je ze sobą najeźdźcy, Mongołowie.

Ktokolwiek przyczynił się do wprowadzenia pszennych pierożków w Korei, powinien dostać Nobla z gastronomii. Niewątpliwie pośmiertnie, ale niech imię jego będzie sławne na wieki.

W naszej kulturze pierogi, to nieodłączny element. Czy to z nadzieniem słodkim, czy wytrawnym, pierogi mają swoich zagorzałych fanów. Rosjanie swoje pielmieni będą jedli z octem i śmietaną, albo podadzą je w rosole. Nasze ruskie(oksymoron, wiem) i pierogi z kaszą gryczaną i bryndzą stawiam wyżej od kawioru.
Ale i Koreańczycy nie muszą się niczego wstydzić.

Po lewej nadzienie z dodatkiem kimchi, po prawej mięsne.
Składniki na ciasto:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 0,75 szklanki wody 
Metoda koreańska:
Składniki wymieszać ze sobą do połączenia, kulę ciasta zawinąć w folię spożywczą, odstawić na pół godziny. Potem ciasto zagnieść, uformować wałek jak na kopytka, odcinać po kawałku ciasta i i rozwałkowywać każdy pierożek z osobna.

A mówią, że Koreańczycy to zmyślny naród..

Metoda polska:
Wodę zagotować i zaparzyć ciasto- wymieszać łyżką, odstawić na pół godziny, przykryte kuchennym ręcznikiem. Lnianym, nie papierowym.
Potem ciasto zagnieść, w zależności do ilości miejsca na stolnicy rozwałkować w całości, lub podzielić na pół, pozostałą część ciasta trzymać pod szmatką, by nie obeschła. Wykrawać kółka szklanką.

Najlepiej, gdy jedna osoba będzie robić metodą koreańską, druga polską. Potem należy wyniki czasowe porównać. I dziwować się, czemu Daewoo w Polsce padło.

Jeśli nie macie w domu wałka - nic strasznego. Świetnie zastępuje go butelka po winie. Przed zagniataniem ciasta wino należy wlać do środka kucharza, żeby miał parę w łapach, gluten lubi być energicznie miętoszony. Wino zastąpić wodą, żeby wałek był cięższy.

Taka Kana Galilejska. Tylko odwrotnie.

Składniki na farsz mięsny:

  • 200 gram mielonej wieprzowiny
  • 400 gram mielonej wołowiny
  • 2 pęczki szczypiorku czosnkowego, posiekane. Można zastąpić zieloną cebulką
  • 4-5 grzybów Shitake, uprzednio namoczonych
  • pół cebuli
  • 100 gram tofu
  • 50 gram ugotowanego makaronu ze skrobi ze słodkich ziemniaków, lub z fasolki mung
  • 3 ząbki czosnku
  • sól
  • cukier
  • olej sezamowy
  • olej roślinny
  • sos rybny
  • sos sojowy

Maczamy w mieszance sosu sojowego z octem ryżowym, pół na pół.

  1. Oba gatunki mięsa włożyć do dużej miski
  2. Dodać łyżeczkę soli, pół łyżeczki pieprzu, łyżkę oleju sezamowego, wymieszać.
  3. Umyte zielone cebulki(lub koreańskie buchu, jeśli mamy) posiekać, dodac łyżkę oleju, wymieszać, przełożyć do miski. Olej zapobiega wyschnięciu.
  4. Drobno posiekać grzyby shitake i cebulę, przełożyć do małej miseczki
  5. Dodać łyżkę sosu sojowego, łyżkę cukru i dwie łyżki oleju sezamowego do grzybów z cebulą, wymieszać, dorzucić do dużej miski.
  6. Tofu odcisnąć przez szmatkę, dodać szczyptę soli, łyżeczkę oleju sezamowego, wymieszać, dodać do dużej miski. Dodać ugotowany makaron.
  7. Do wszystkiego dodać wyciśnięty czosnek, wyrobić na jednolitą masę.
  8. Nakładać łyżeczką farsz, można zwilżyć brzegi naszych pierogowych kółeczek, łatwiej się wtedy zlepiają.
  9. Gotować do wypłynięcia we wrzącej osolonej wodzie, jeśli ktoś ma i chce - można je przyrządzić w parowarze. Jeśli nie macie parowaru, wystarczy metalowe sitko wstawione w garnek z gotującą się wodą. Aby zapobiec przylepianiu się mandu do sitka - wykładamy go papierem do pieczenia, uprzednio potraktowanym dziurkaczem do papieru.
  10. Można też smażyć, pod przykryciem, odwracając od czasu do czasu na drugą stronę. Można dodać na patelnię kilka łyżek wody. Smażyć, aż nabiorą złotego koloru.

Opcja dla wegetarian- mięso zastąpić drobno posiekaną kapustą kimchi.

SMACZNEGO!!!

sobota, 22 listopada 2014

Bukchon Hanok Village i ttukbaegi bulgogi.



Tołstoj w Wojnie i Pokoju napisał, że królowie są niewolnikami historii.
Istotnie, patrząc z perspektywy czasu nie można się oprzeć wrażeniu, że osoby pełniące to stanowisko często narażone są/ były na szereg niebezpieczeństw, mają/ miały szereg obowiązków a ich życie nie do końca przypomina to z naszego wyobrażenia o nim. Korea pod tym względem była taka sama, jak wszystkie monarchie świata. Król mieszkał zamknięty w pałacu, za to jego współpracownicy (jeśli nie mieszkali bezpośrednio przy królu) mieli swoje posiadłości pobudowane tuż za murami pałacowymi. 


Takim miejscem w Seulu jest Bukchon Hanok Village. Po dziś dzień, spacerując po uliczkach tej części miasta przy przymkniętych lekko oczach, można zobaczyć Koreanki z możnych rodów, pięknie ubrane w kolorowe hanboki, przechadzające się po ogrodach lub niesione w lektykach przez górzyste uliczki i służbę przemykającą rynsztokami pomiędzy domami. Stroje służby były tradycyjnie wykonane z  materiałów dalece odbiegających od jedwabi a utrzymane były one w kolorach złamanej bieli, kawy z mlekiem i odcieni brązu. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego właśnie takie kolory. Po wizycie w Bukchon zrozumiałam, stroje służby są w kolorze  domów. Odcienie brązu to drewno będące podstawą konstrukcji, biel to biel ścian a bez i szarość to kamień i jasne drewno. Oni mieli się zlewać z otoczeniem, ich nie miało być widać. 


To troszkę podobna sytuacja do tej, w teatrze Kabuki. Na scenie widzimy aktorów, gwiazdy poubieranych w piękne, bogate stroje emanujące ornamentami i złoceniami oraz tak zwanych kuroko. To osoby ubrane w 100% na czarno, włącznie z zakrytą twarzą oraz dłońmi, których zadaniem jest poprawianie aktorom strojów i ustawianie dekoracji. Oni tez są a właściwie z założenia maja być niewidoczni. 

Bukchon to miejsce, w którym czuje się siłę, bogactwo, splendor, intrygi, wzloty i upadki jego mieszkańców, zależały one często od przywilejów króla, dobrze, więc było trzymać rękę na pulsie i być jak najbliżej dworu. To miejsce, które wycisza a jednocześnie jakby naturalnie skłania do refleksji. To miejsce, w którym historia żyje, żyje wśród nas i czasem narzeka na hałas setek zwiedzających (większość domów w dalszym ciągu zamieszkana jest przez osoby prywatne, w części tylko mieszczą się muzea i inne instytucje o zabarwieniu kulturalnym).

Sklepik dla fanów, przy wejściu do szkoły średniej.


W okresie dynastii Joseon Seul podzielony był na północną i południową część, z których każda stanowiła niejako oddzielną osadę. Wioska południowa była domem dla niższych rangą oficjeli natomiast na północy w Bukchon znajdował się teren zamieszkały przez tych najważniejszych, Crème de la crème koreańskiej elity. Bukchon wybudowany był pomiędzy pałacami Gyeongbukgung (경복궁) i Changdeokgung (창덕궁). Lokalizacja ta, uważana była za najlepszą z możliwych w kraju zgodnie z zasadami baesanimsu (배산임수), czyli koreańskiego feng shui. 



Seoul Bukchon Hanok Village to ostatnie miejsce w stolicy, w którym można jeszcze zobaczyć gęstą, tradycyjną zabudowę składającą się z domów zwanych hanok. Domy te niestety ginęły w zastraszającym tempie w dobie bumu gospodarczego. Każdy chciał mieszkać w nowych, gierkowskich mieszkaniach a nie domach pamiętających pradziadków. Jeszcze 30 lat temu w Seulu było ponad 800.000 starych domostw, dziś jest ich tylko 12.000, z czego 900 znajduje się w samym Bukchon. 

Od roku 2000 teren został objęty specjalnym programem rewitalizacyjnym, mającym na celu uratowanie pozostałych zabudowań. Właściciele dostali bezzwrotne granty oraz preferencyjne pożyczki na renowacje, w Bukchon zaczęły powstawać galerie, małe muzea, Koreańska Organizacja Turystyczna zaczęła rozpropagowywać Hanok Stay  – program umożliwiający pobyt w tradycyjnym domu wraz z możliwością spróbowania koreańskiej kuchni oraz doświadczenia koreańskiego sposobu życia. Ceny domów szybko podskoczyły do makabrycznych cen a cały teren stał się modną dzielnicą, co jednocześnie nie pozbawiło Bukchon niezwykłej i bardzo przyjemnej atmosfery.
Świetnym miejscem do rozpoczęcia zwiedzania dzielnicy jest Bukchon Cultural Center .
W ciągu roku są tu organizowane różne eventy związane z historią i kulturą dzielnicy. Jeśli ktoś lubi muzea, można tu także nabyć łączony bilet, pozwalający wejść do kilku muzeów w dzielnicy. Centrum mieści się w odrestaurowanym tradycyjnym domu, co samo w sobie stanowi wystarczający powód, żeby tam wejść i na chwilkę przenieść się do czasów hanbok-ów oraz dźwięków Gayageum płynących z przydomowych altanek.
 


Kiedy jesteśmy w okolicy, staramy się wcześniej nigdzie nie jeść - u wejścia do dzielnicy jest kilka małych restauracyjek. Ze względu na multi-narodowość odwiedzających, menu jest nawet po angielsku.
W jednej z nich serwują ulubioną potrawę Małżonki, ttukbaegi bulgogi, czyli cieniutkie płatki marynowanej wołowiny, gotowane, z warzywami, grzybkami i makaronem celofanowym i podawane w glinianym naczyniu.


Nasza ulubiona knajpka


źródło


PRZEPIS

  • 0,5 kg dobrej wołowiny
  • 1 pokrojona w zapałkę marchewka
  • 100g świeżych grzybów( w Korei enokitake, można zastąpić pieczarkami)
  • biała część pora
  • 1 średnia cebula
  • 100g makaronu szklanego(zwanego też mylnie sojowym)
  • garść liści szpinaku

Na marynatę do mięsa:


  • 6 łyżek sosu sojowego
  • 3 łyżki cukru
  • 3 łyżki soku z gruszki azjatyckiej(można zastąpić Sprite'm, serio)
  • 3 łyżki mirin(lub wody)
  • 3 łyżki posiekanej zielonej cebulki
  • 1½ łyzki wyciśniętego czosnku
  • 1 kawałek imbiru, wielkości kciuka (można zastąpić suszonym)
  • 1 łyzka prażonych ziaren sezamu
  • ¼ łyżeczki pieprzu
  • 1 łyżka oleju sezamowego
1. Wołowinę kroimy w cieniutkie plasterki. Takie, że i Kraków i Poznań przez nie będzie widać.
2. Składniki na marynatę mieszamy w misce, dokładamy marchew i pokrojoną cebulę, zanurzamy pokrojone mięso, odstawiamy do lodówki, na kilka godzin. Najlepiej na całą noc.
3.  Tak zamarynowane mięso, po usmażeniu lub ugrillowaniu, to nic innego jak koreańskie bulgogi.
4. Do przyrządzenia ttukbaegi bulgogi(ttukbaegi to po koreańsku gliniany garnek, bez emalii)
    zalewamy zamarynowane mięso szklanką wody w garnku, gdy się zagotuje dorzucamy      obgotowany wcześniej makaron szklany.
5. Gdy mięso zmięknie, dorzucamy szpinak i grzybki, gotujemy 2 minuty. Zdejmujemy z ognia.
6. Jeżeli do gotowania dodaliśmy nieco marynaty, potrawa powinna być odpowiednio przyprawiona.
    Jeżeli trzeba, przyprawiamy do smaku.

Podajemy z ryżem, w osobnym naczyniu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...