Przekraczanie równika na statku to nie taka prosta sprawa.
Trzeba uważać, żeby nie zahaczyć stępką rozciągniętej wzdłuż równika liny, dzięki której wiadomo, że rzeczony najdłuższy równoleżnik przekraczamy.
Gdyby nie ta lina, to nikt by nie wiedział, że to już równik, bo dokoła tylko woda i woda.
I żadnej budki z piwem.
Wieloryby i delfiny skaczą przez tę linę dla zabawy, a myto za przejazd pobiera nie kto inny, jak sam Neptun.
Szczury lądowe płacą za przejazd tylko za pierwszym razem, potem po morskim chrzcie i nadaniu nowego, godnego wilka morskiego imienia- kolejne przekroczenia równika są już gratis.
Neptun nie odwiedza statków sam, lecz z całą swoją królewską świtą.
Czasu na przygotowanie królewskiej wizyty było bardzo mało, bo oznajmił on swoje przybycie, dmąc w róg-jakieś dwie godziny przed wejściem na burtę.
Róg nie był bawoli, ani cętkowany, właściwie to chyba była koncha, a nie róg. Ale dźwięk podobny.
Skoro czasu było niewiele, oprawa artystyczna też została sklecona naprędce, co widać na zdjęciach.
W pomarańczowej koszulce po prawej, to witający królewską parę drugi po Bogu. Kolor koszulki koreluje z narodowością kapitana.
Przed obliczem władcy mórz, którego brat chyba pracował w Hogwarcie, stanęło czterdziestu sześciu neofitów i jedna neofitka.
Zarzut: nielegalne przekroczenie granicy.
Pomocnicy Neptuna zgromadzili podejrzanych na skrzydle mostka i piątkami doprowadzali przed oblicze majestatu.
Filipińska pielęgniarka sprawdzała stan zdrowia doprowadzonych, po czym wszyscy oskarżeni zostali jednogłośnie osądzeni jako winni i poddani należnej i współmiernej do wagi przestępstwa- karze.
Nie wchodząc w szczegóły, było sporo sosu tabasco, nie do końca świeże jedzenie, a w zasadzie to, co zostało z kuchni z poprzedniego dnia, wymieszane z wodą i hojnie rozdzielane przez jednego z członków świty, któremu przypadła w udziale rola kata. On też golił skazanym po jednej brwi.
Na koniec ścieżki zdrowia nieszczęśnicy musieli się przeczołgać pod siecią, polewani obficie wodą morską z hydrantu. Jak chrzest to wiadomo-na całego, a nie jakieś kropidło.
Po kąpieli każdy dostał po kawałku ciasta i kubek wody, do popicia. O dziwo- wody nikt nie chciał, pomimo że ciasto było słone jak ściany chodnika w Wieliczce. Woda zresztą też.
Na zakończenie ceremonii każdy świeżo upieczony wilk morski otrzymał certyfikat, poświadczający legalne przekroczenie równika i nadający mu nowe, morskie imię.
A dla całej załogi było przyjęcie, przygotowane przez ochmistrza i jego gromadkę.
Dla dociekliwych- cała impreza odbyła się bez kropli alkoholu. Najmocniejszym trunkiem dostępnym na burcie jest Sprite.
AHOJ!!!