Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korean Tourist Organization. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korean Tourist Organization. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 listopada 2014

Rodfest 2014 vol 5. Koreański metal, na żywo, w mini klubie.

Nie samym kimchi człowiek żyje.
Seulskie pałace jesienią też są piękne, ale w przyrodzie potrzebny jest balans.
Żeby był balans, musi być kontrast.
A cóż może zapewnić lepszy kontrast do kolorowych liści w parku w piękny, słoneczny dzień niż kilka godzin łomotu potrząsajacego człowiekiem na wskroś, w małym, dusznym klubie?

Rodfest, czyli koreański sposób na odreagowanie za pomocą muzyki innej niż pansori- tym razem utrzymany był w konwencji heavy- i trashmetalowej.


W podziemiach budynku, w pobliżu uniwerku, spotkali się fani ciężkiego brzmienia. Już w windzie łomoczący bas i gary dawały do zrozumienia, że majowa szkółka niedzielna to się tu nie odbywa.
Bilet, pieczątka z logo imprezy na nadgarstek i do środka. Swoją drogą to jak na razie jedyne miejsce, gdzie w Korei spotkaliśmy się z tym, jakże efektywnie zarządzającym ruchem ludzi-systemem. Wchodzisz i wychodzisz- kiedy chcesz, machasz łapą przed nosem bramkarza i gotowe.
A nie-'' ten bilet, na pewno gdzieś tu był, pan poczeka chwileczkę, no przecież wkładałem go do kieszeni''.
Impreza zaczęła się o osiemnastej. Na początek, jak zawsze- młodzi gniewni, robiący za support gwiazd wieczoru. Czego im brakowało od strony warsztatu, nadrabiali hałasem. Niziutka wokalistka zaskakiwała rykiem, wydobywającym się z wąskiego gardziołka.
Tak zwana sekcja rytmiczna, czyli gary i bas- gubiła się czasem nawzajem. Nieważne, ważne że wszyscy się dobrze bawiliśmy.
Od samego początku pod sceną kręcił się młyn, by z czasem, gdy na scenie pojawiali się coraz to bardziej znani muzycy, rozkręcona publika nie tylko szalała w wirującym pogo, ale trafiały się też jednostki próbujące swych sił w stage divingu.


Łatwo jest patrzeć z góry i krytykować koncert, na którym bawi się niecała setka osób, kiedy się widziało pełne stadiony i hale koncertowe w Europie.
Jednego koreańskim metalom nie można odmówić- bawili się pełną gębą. Jak kto upadł w pogo- zaraz go podnieśli, otrzepali i bawili się dalej. Jak jeden z młodzieńców zapragnął wskoczyć na scenę, ''zagrać'' improwizowane solo z gitarzystą i zeskoczyć na ramiona kolegów- tak i zrobił.
NIGDZIE nie widać było ochrony, tak dobrze znanego z domu obrazka- wściekło-zielona kamizelka z napisem Security, tępy wzrok i cały koncert plecami do sceny. Co ważniejsi mają w uchu słuchawkę, ''że niby mają kontakt z bazą''.
Tutaj nie byli potrzebni, nikt demolować sceny nie miał zamiaru.


Widać było kilka bladych twarzy, od długowłosego Szweda, zarzucającego piórami pod sceną, po odzianego w ramonezę i ćwieki Anglika, który oglądał scenę z bezpiecznej odległości, podpierając ścianę. Może się bał, że mu zdemolują koafiurę-wyglądał jak... Limahl :D
Kolejny dowód na to, że metal jest w sercu, a nie na pokaz.
Jak wspomniałem, z występu na występ muzyka robiła się coraz bardziej czytelna, zaczęły się pojawiać gitarowe solówki, widać było, że za ścianą dźwięku ukryte są coraz większe umiejętności.
Naprawdę warto było spędzić te kilka godzin w podziemiach.
Choćby po to, żeby na własne oczy zobaczyć, że metal w Korei żyje i ma się dobrze.

Heavy Metal glamour 


It couldn't be farther away from Hwarang than this.
One day, two gigs. One oh-so-sweet boy band-like performance, another one dirty, down to earth trash metal.
My wife attended both and I admire her courage. I opted for Rodfest and Rodfest only.
Down in the dungeons of some builiding, not far from Hongik University, Seoul.
Lovely and lively area, full of young people.
Three hours of awesome noise and fun. Korean die hard metal fans enjoying themselves to the limits.
Yet no one got hurt, no one had to be medevacced. 
Fearsome stagediving, lots of headbanging, even for those with short haircuts.
I didn't know what to expect when I got there but left the gig- grinning like a Cheshire cat.
I even got a T-shirt to prove that I took part in Korean metal concert.
It was something to write home about. Not to Mum, obviously.
Thank you, KTO!

Maybe with funny, early 90' guitars-but still pulling no punches!

piątek, 3 października 2014

“Tales of Flowers” - still don’t know what to make out of it.


When I found out that I will have a pleasure of watching a new performance “Tales of Flowers”  in Uijeongbu Arts Center, I was quite exited and I have emailed their PR team at once asking for the synopsis. This is what I have received.

A world of chaos caused by greed and desire of mankind.
Abandoned by his mother for his abnormal appearance, Mokryeon has a weird dream. The setting of his dream is hell swarming with snakes. A woman burning in fire cries out Mokryeon’s name. Mokryeon finds a shaman who can read dreams, and learns that the person in the dream is his mother.
To rescue his mother, Mokryeon heads to hell with Shaman and passes through hell of fire and hell of water. When Shaman falls in water, Mokryeon cuts off his own arm to rescue Shaman. When they barely escape hell of blade, Mokryeon and Shaman feel affection for each other, but they are continued to be pursued. Can Mokryeon and Shaman safely pass through the challenges of hell and meet his mother?
[Word to word exactly how I have received it]

One thing hit me momentarily. Since when the hell, snakes and cutting of your arm equals a flower tale? I could find more common features with Dante Alighieri's Inferno than any „flower tale”.  

When I have arrived at the performance I read short information about the plot placed on a brochure:  Tales of Flowers is a story of the unique Oriental sentiment, ‘final duty’ and it motifs lies in the western mythology of Orpheus and the similar Oriental mythology about magnolia Buddhist monk. 

So now, I had flowers, hell, limbs and Orpheus, all based in Oriental scenery in my head.  Not something I would like to focus on on Sunday’s afternoon. On the other hand I thought to myself that if people managed to survive watching The Nutcracker by Maurice Bejart where he used only the original score, but managed to change the original plot and characters presenting a story about a boy’s effort to re-connect with his mother (that part has a lot in common with The Tale of Flowers) I can survive flowers in hell, so I did.



I am anything but an expert on ballet, although I have seen several. Even not being an expert I could tell dancers might spend few more days practicing their combinations.  It was especially visible during those parts which were more, let say classical that the B-boying parts. Oh yes! You got it right. This performance is a mixture of b-boying, classical ballet, buchaechum (traditional fan dance) and martial arts. 


I still don’t know what to make out of it.

I am sure seeing it once is enough, but I would though recommend this performance for parents who wish to persuade their teenage kids to see ballet for the first time. This performance is much more digestible for teens than the classical ballet performance.        
        
                                                              
Would I recommend it to my friends? Yes and no, I would recommend it to them as an example of a strange hybrid of styles and plots combined into one. Koreans have a great ability to mix pieces in order to create something new and unique and that, I love in Koreans. But this time I don’t think they managed to reach the goal, sometimes less is better  and in this performance I have seen just too much of everything. Saying that, remember I might be wrong, after all there could be a method in this madness!

środa, 24 września 2014

Asian Games czyli Olimpiada po azjatycku



Z Tokyo wróciłam w sama porę na Asian Games czyli Olimpiadę dla krajów azjatyckich.

Pierwsze tego typu mistrzostwa zorganizowane była w 1934 roku w Delhi. Tegoroczne rozgrywki odbyły się w Incheon koło Seulu. Korea gościła mistrzostwa już po raz trzeci, poprzednio kraj ten był organizatorem w 1986 i 2002 roku.

Maskotka Asian Games
Asian Games to impreza cykliczna odbywająca się co cztery lata, udział w niej bierze 46 azjatyckich krajów, a sportowcy rywalizują w 36 dyscyplinach, niektórych dość egzotycznych, jak na przykład  Sepaktakraw, który jest połączeniem piłki nożnej z siatkówką. 



Podstawowe informacje o Asian Games 2014 wraz z nazwami 36 dyscyplin.
 Sepaktakraw to bardzo dynamiczny sport i uważam, że świetnie by się sprzedał na Olimpiadzie. Trzy sety do 21 punktów, z krótkimi przerwami pomiędzy. Dlaczego używam mało wysublimowanego słowa ’ sprzedał’ mówiąc o sportowej rywalizacji? No cóż, sport to biznes, a Koreańczycy wiedzą jak podejść do biznesu żeby uzyskać satysfakcjonujące ROI. Oprócz samych zawodów sportowych, w których jak do tej pory (Asian Games trwają od 19 września do 4 października) Koreańczycy zajmują dobre pozycje, Asian Games wykorzystywane są do promocji Korei: turyzmu, myśli technologicznej, kuchni oraz kultury i jak zawsze, kiedy mamy odczynienia z marketingiem Koreańczycy wykonują wszelkie ruchy promocyjne śpiewająco. 


Korea vs. Singapur

W sobotę pojechałam do Incheon (godzinę od Seulu), na mecz Korea vs. Singapur właśnie we wspomnianym wyżej Sepaktakraw. Oprócz samego meczu, który był nadzwyczaj interesujący, wzięłam udział w kilku kulturalnych eventach. Jeśli chodzi o mnie i o gotowanie, w grę wchodzą tylko proste i łatwe przepisy. Zdecydowałam się więc na lekcję robienia ciasteczek ryżowych.  Ciasto było już przygotowane, ponieważ proces ten jest bardzo żmudny i długotrwały, a samego ciasta nie ugniata się, tyko ubija ogromnymi młotkami, ja z gotowego już ciasta uformowałam kuleczki, do środka dałam pastę ze słodkiej fasoli i używając tradycyjnych wytłoczek wycisnęłam na ciasteczkach wzorek ( taka sama procedura jak przy produkcji oscypka). Okazało się, że przy okazji liznęłam wiedzy, którą zaskoczyłam koreańskich współpracowników. Otóż, okazało się, że wytłoczki mają różne wzorki o ściśle określonym znaczeniu.  Tradycyjnie dawano w prezencie ciasteczka z określonym wzorkiem w zależności od tego, czego obdarowujący życzył obdarowywanemu (patrz opis pod zdjęciem). Okazało się, że moi współpracownicy nie mieli o tym pojęcia, wiec w poniedziałek w pracy czułam się jak Koreańska Wikipedia ;-)


Od lewej: szczęście, długowieczność, powodzenie w interesach.


Młotkami, na desce ubija się ciasto z mąki ryżowej.
Miałam też niepowtarzalną okazję zostać pobita przez moją kochaną Christine w „walce na myśli”. Technika rodem z matrixa. Gra polegała na tym, żeby skupić się na piłeczce i silą woli przesunąć ja w stronę oponenta. Ja zupełnie źle zrozumiałam polecenie i skupiłam się na czymś przyjemnym, no i dostałam za swoje. Christin zajęło 16 …..sekund (nie minut) żeby mnie pokonać…. Zabawa za to była przednia.


Bitwa ojca z synem


Swoje stanowisko miał także Koreanski Komitet Olimpijski ( Zimowa Olimpiada 2018 odbędzie się w Korei, kilka kilometrów od naszego domu w Wonju). Z zainteresowaniem przejrzałam ofertę, szczególnie, że kilka stoków olimpijskich będzie gotowych już tej zimy! Koniecznie muszę sprawdzić jakość – hihihi. Zresztą grzechem byłoby nie skorzystać z okazji, ponieważ najbliższy stok jest niecałe trzy kwadranse od domu! Sprawdzę i doniosę jak się jeździło.

Tyle o doznaniach sportowych. W sobotę wracamy do tematyki tokijskiej i przepisu ;-)



I’ve came back from Tokyo just in time for the Asian Games or the Olympics for Asian countries as you may call it.

The first such championship was held in 1934 in Delhi. This year's competition was held in Incheon near Seoul and it was third time for Korea to host Asian Games (1986 and 2002 were the previous two).

Asian Games is a periodic event held every four years, where athletes form 46 Asian countries compete in 36 disciplines, some quite exotic like the Sepaktakraw, which is a combination of football with the retina.

Sepaktakraw is a very dynamic sport that I personally think would sold well at the Olympics. Three sets to 21 points with short breaks in between, fab for selling advertising time. Why do I use the unsophisticated words 'sold' in relation to a beautiful tradition of competitiveness in sport? Well, sport is a business and Koreans know how to approach the business in order to obtain satisfactory ROI.
Apart from the sports competitions, where Koreans are getting well so far, Asian Games are an opportunity to promote Korea; its tourism, technology, cuisine and culture and as always, whenever the marketing is involved Koreans perform the art of marketing marvellously.

On Saturday I went to Incheon (one hour from Seoul) to watch Korea playing Sepaktakraw vs Singapore. In addition to the interesting match, I took part in several cultural events. Being a lousy cook I decided to take a lesson of rice cake making as it was damn easy. The dough was already prepared as this process is very tedious and long. All I had to do was to give it a final touch: form a ball, place some red bean paste in its center and using wooden pattern form it in to the desirable shape.

It turned out that I have gained some inside knowledge in a course of “cooking” that I surprised my Korean colleagues with!  It turned out that those patterns on cookies have special meaning. Traditionally, cookies were given as a gift so people were using different patterns depending on what they wanted to wish to the other person. My work colleagues (all Koreans) did not have a clue about those meanings, so on Monday at work I felt like a Korean Wikipedia;)

I had also a rare opportunity to be beaten by my dearest Christine in the "mind game". The technique originating from the matrix I believe ;-) The gole was to think about the ball to move it towards the opponent side. I completely misunderstood the command and focused on something…. pleasant and…. I have lost which was to be expected. It took  Christine 16 ... seconds (not minutes) to defeat me .... but it was funny as hell!

The Korean Olympic Committee had their information stand as well (Winter Olympics 2018 are held in Korea, a few miles from our home in Wonju). I looked through the offer with a special interest, especially since several Olympic slopes will be finished already this winter! I really have to check the quality - LOL. Besides, it would be a sin not to take advantage of this opportunity as the nearest slope is less than three quarters of an hour from home! I’ll check how they are and will let you all know.

So much for sports sensations. On Saturday, we are returning to Tokyo posts ;)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...