Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Walentynki. Po koreańsku, czyli na opak.

Serduszka, czekoladki, róże - koniecznie na długiej łodyżce i bordowe, no i oczywiście pluszaki.
To wizja Dnia Zakochanych między Bugiem a Odrą, po transformacji ustrojowej.
Kiedyś był Ósmy Marca, goździki i pończochy, i życie było prostsze.

"Przysmaki" z mąki ryżowej w walentynkowych barwach 
 I na co to komu? Żeby placówki świadczące usługi gastronomiczne mogły sobie tego dnia policzyć dwa razy tyle za wuzetkę i kawę, co zwykle? A wiecznie zakatarzony pan spod supermarketu, na co dzień parający się świadczeniem ochrony pojazdów mechanicznych("paniusiu, dyszka, albo porysuję lakier"), na ten dzień przywdziewa bezzębny uśmiech i terroryzuje nastolatków, wciskając im nadwiędłe róże dla wybranki?

Ech, gdzie te czasy, kiedy w kalendarzu typu zrywak można było poznać mowę kwiatów i dzięki temu uniknąć nieporozumienia, wręczając bukiet białych lilii("ależ co pan, dziewicą to ja już dawno nie jestem, a z harcerstwa wyrzucili mnie za molestowanie zuchów").
Autorowi tekstu przeszedł lepszy numer- zachodząc w konkury w latach khem, khem.. młodzieńczych- matce wybranki wręczył róże farbowane na zielono(bo zauważył, że suszy bukiety pod sufitem i układa ikebany), a wybrance... farbowane na fluorescencyjny, wściekle zielony kolor kalie...
Obie panie, świadome mowy kwiatów ubawiły się setnie, pomimo że żadna z nich nie wybierała się na tamten świat. A pomysłowa kwiaciarka nieraz jeszcze zaskoczyła klientów.

Możemy własnoręcznie zrobić czekoladki z..różowej, chińskiej czekolady - mniam, mniam, mniam ;/
Sztuczna i bezkrytyczna implementacja zamorskich mód nie zawsze się udaje. Wyszczerzone dynie jesienią jeszcze można zrozumieć, nie ich wina, że dojrzewają w tym czasie. A poza tym można się świetnie bawić wyrzynając dyniom dziury razem z dziećmi albo wymyślając na wyścigi milion potraw z dyni na wszystkich szanujących się lub nie- blogach o zacięciu kulinarnym.

Ale serca?? W lutym?? Pocałunki na mrozie?? Opryszczka murowana.

A jak rozwiązali tę kwestię w Korei?

Ano, jak większość, czyli po swojemu.

Zestaw czekoladek. Możemy je wysłać pocztą, dochodzą ;)
Czternastego lutego, czekoladki wręczają... kobiety. Mężczyznom. I nazywa się to Dniem Czerwonym. Kiedyś wręczenie przez niewiastę czekoladek, szczególnie własnoręcznie zrobionych, niosło przesłanie równoznaczne z Danusiną nałęczką w Krzyżakach.

Płeć męska ma szanse na rewanż po miesiącu, kiedy to czternastego lutego ofiarują słodycze. Dzień dla odmiany nazywany jest Białym. Jest to zaimportowany z Japonii sukces tamtejszego przemysłu cukierniczego, który już od lat 70-tych silnie lobbował na rzecz większych zysków.

Że też u nas nikt nie lobbował na okoliczność zakontraktowanego buraka cukrowego, cukrownie likwidowano, a pieniądze trafiały "na konta do Luksemburgu". A Władeczek szkodził.

Wszystkie pominięte potwory oraz nieobdarowani czekoladą, mają szanse utopić swe smutki miesiąc później, czternastego kwietnia, kiedy to podczas Czarnego Dnia, spożywają pochodzącą z Chin potrawę jajangmyeon. To serwowany z makaronem sos, z fermentowanej czarnej fasoli. Taka ichnia czarna polewka. Jak widać na załączonym obrazku, nie jest to raczej danie na romantyczną kolację.
Ale za to jest przepyszne.
Dokładniejsze dane na temat pochodzenia tego święta nie są bliżej znane, ale na pewno właściciele przybytków serwujących ten smakołyk nie mają nic przeciwko temu.

Zdjęcie pochodzi stąd.
Nudle z fasolą występują zarówno w wersji mięsożernej i jak i wegetariańskiej.
Dla zainteresowanych przepis do znalezienia tutaj, czyli u nieocenionej Maangchi.

Cokolwiek sądzicie o zamorskich celebracjach, stanowią one świetny przykład jak różnie mogą być postrzegane zwyczaje w różnych częściach świata. Sporo też można się dowiedzieć o specyficznej dla Korei kulturze par(vide identyczne ubrania dla obojga) i komercjalizacji tego zjawiska.

Serdeczne podziękowania dla wszystkich, którzy oddali na nas głosy w konkursie Blog Roku oraz Tekst Roku.
Dzięki nieocenionej inicjatywie Mamy, dostaliśmy w sumie 33 głosy, w obu kategoriach.
Zwycięzcom i finalistom gratulujemy! 

sobota, 7 lutego 2015

Ho-Bbang 호빵 만들기, czyli buchty z czerwoną fasolą


Ho-Bbang 호빵 만들기 to nic innego, jak mandu z nadzieniem z fasolki azuki.

Proste, dość szybkie i smaczne danie na słodko. Świetna alternatywa na zdrowy obiad dla wszystkich Tadków niejadków;) 

Przepis na pastę  znajdziecie tutaj, przepis na bułeczki poniżej. 

 

Przygotowanie pasty

Składniki:
3 szklanki mąki pszennej
1 ½ ciepłego mleka lub wody (ja używam mleka sojowego)
½ łyżeczki drożdży suszonych

Gotowe Ho-Bbang, ja podaje je po Polsku ze smietaną lub naturalnym jogurtem, posypane brązowym cukrem. Taki mój koreańsko-polski mix ;)
Przygotowanie:
Drożdże rozprowadzamy w mleku, dodajemy mąkę ( nie trzeba czekać, aż drożdże zaczną pracować). Wszystko dobrze mieszamy a następnie wyrabiamy ciasto.
Zostawiamy do wyrośnięcia na 40 minut. 

Ciasto wyciągamy delikatnie z naczynia, formujemy z niego podłużny bochen.
Przecinamy go na pół.
Połowę odkładamy pod wilgotną ściereczkę.
Z drugiej połowy tworzymy rulon i tniemy go na kawałki o długości ok 4 cm.

Kawałki ciasta spłaszczamy (można lekko rozwałkować krawędzie, będzie się łatwiej kleiło boki ), w ten sposób powstają nam okrągłe, małe placuszki.
Na środek placuszków kładziemy pastę i zawijamy ciasto tworząc okrągłe bułeczki. 

Pozostawiamy je na 20 min pod przykryciem, następnie gotujemy na parze (ok 12 min, w zależności od grubości ciasta), tak, jak polskie buchty.

Smacznego!

sobota, 31 stycznia 2015

Koreańskie bułeczki Mochi z czarnym sezamem


Koreańskie bułeczki Mochi z czarnym sezamem
Przepis na około 12 bułeczek.




180 gram mąki ryżowej
20 gram mąki pszennej  (opcjonalnie)
10 gram mleka w proszku
120 gram mleka
60 gram oleju roślinnego
20 gram czarnego sezamu (wcześniej trzeba go uprażyć)
1 łyżeczka jasnego sosu sojowego
1 jajko
Szczypta soli

Przygotowanie:
Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
Mleko, olej, sos sojowy i sól mieszamy w garnuszku i zagotowujemy.  Dodajemy mąkę ryżową, pszenną i śmietankę w proszku. Mieszając połącz składniki, dodaj jajko, a następnie użyj miksera, aby ciasto wyrobić. Jeśli będzie zbyt luźne, można dodać więcej mąki. Dosypujemy sezam i raz jeszcze mieszamy.
Dzielimy ciasto na 12 bułeczek, obtaczamy w mące i pieczemy przez 20 minut. Jeśli chcemy, żeby bułeczki były bardziej chrupkie trzeba je spryskać woda przed pieczeniem.

Podajemy najlepiej lekko cieple.

sobota, 24 stycznia 2015

GIMBAP VS. SUSHI

Gimbap jaki jest - każdy widzi.
Sushi jakie jest, każdy wie. A jeżeli nie wie, to się nie przyznaje, bo jak wiadomo to obciach obecnie i w niedalekiej przeszłości żywić się czymś innym.
Sushi to ryż, zakwaszony octem, stąd nazwa. Tradycyjnie wywodzi się to od ryby, fermentowanej w kwaśnym ryżu. Stąd też mniej wymyślne wersje niemal zawsze będą zawierać jakąś rybę.
Koreański gimbap, czy też kimbap, jak komu wygodnie użyć zapisu koreańskiej wymowy, to już inna bajka.

Nie będziemy tutaj dochodzić, czy danie ewoluowało podczas okupacji japońskiej, czy Koreańczycy sami na to wpadli. Bliskość obu krajów i ich wzajemne, niezbyt szczęśliwe relacje pozwalają sądzić, że wpływy się przenikały. I niech tak zostanie na potrzeby dzisiejszych dywagacji.
Koreańskie ryżowe rolki raczej nie zawierają ryby. Na zdjęciu powyżej w przekroju widać od góry, zgodnie z ruchem Słońca, przynajmniej na północnej półkuli: omlet, marynowaną rzodkiew daikon, paluszek krabowy, szynka konserwowa, duszona wołowina i tutejsza wariacja na temat cukinii.
Na zdjęciu poniżej widać też marchewkę, ogórka i odeng, czyli fish cake.

Generalnie nie wydaje się, żeby były jakieś specjalne ograniczenia, co do wsadu.
Koreańskie zawijasy będą więc bardziej chrupiące, a fakt, że płaty glonów(gim), w które zawija się ryż i resztę są zwykle prażone, a potem posmarowane delikatnie olejem sezamowym powoduje, że dostajemy do ręki idealnie uzupełniającą się kompozycję.
Wtajemniczeni po uformowaniu, kroją rulon na plastry ostrym nożem, maczanym właśnie w oleju sezamowym. I nóż się nie klei, i delikatny aromat pozostaje.

Gimbap to typowy street food, kosztuje niewiele, a syci na długo. Pierwszy raz spróbowaliśmy tego jeszcze w Irlandii, gdzie na jednym z festynów w Galway, para koreańskich studentów postanowiła zaznajomić lokalną społeczność z kilkoma specjałami, sprzedawanymi ze stolika turystycznego.

Teraz czasem na dworcu autobusowym, przed porannym wyjazdem gdzie oczy poniosą, kupujemy wersję, która jako żywo kojarzy się ze wszelkimi wyjazdami w latach szkolnych i studenckich.

Kimbap faszerowany tuńczykiem i pastą gochujang. W czerwonym opakowaniu. Ryż, ryba i papryka. Pikantne toto.
Jest takie miasto nad Odrą, z dostępem do morza(kanał bo kanał, ale zawsze) skąd pochodzi jeden z nieśmiertelnego wyjazdowego trio, obok pasztetu z kogutkiem i mielonki turystycznej.
I tak właśnie smakuje ten kimbap. Jak tu nie zatęsknić za domem?

 Dla tych z Was, którzy próbowali swoich sił ze zrobieniem sushi w domu, zrobienie gimbap'u będzie jeszcze łatwiejsze. Krótkoziarnisty ryż gotujemy do miękkości, Koreańczycy nie solą ryżu.
Po ostygnięciu rozkładamy na ułożonych na bambusowej macie płatach glonów, układamy nadzienie, zwijamy w rulon, kroimy w plastry, sztuczka podana wyżej.
Nie trzeba podawać z sosem sojowym, ale można. Można też zmieszać jasny sos sojowy w równych proporcjach z ryżowym octem, trochę dosłodzić, trochę podostrzyć drobno posiekanym chili, wycisnąć ząbek czosnku- co kto lubi. Pasuje wszystko.
Takie paczuszki na dwa kęsy też są świetne. Samgak-kimbap, czyli trójkąty.


Tutaj do kupienia na każdym rogu, można zjeść na miejscu, z talerza, z dodatkami. Można złapać w garść i zjeść po drodze, choć zwykle w wersji na wynos dostaje się pałeczki, w założeniu, że zdążymy donieść do domu czy biura. Ja donaszam zwykle połowę. Lub mniej. Czego i Wam życzę.





sobota, 10 stycznia 2015

Fasola Azuki – pasta na słodko. 팥앙금



Jest sobota, jest i przepis, tym razem na słodko ;)

Pasta “PatAngGeum (팥앙금)” zwana także “JeokAngGeum (적앙금)” to produkt znany w wielu azjatyckich krajach. Jest on używany najczęściej do deserów lub słodkich potraw. 
Ja z rozrzewnieniem wspominam taiyaki (鯛焼き) , które dostałam od wiekowej Japonki w antrakcie przedstawienia Kabuki. 

W Korei, w lecie jemy ją w bingsu, przepis możecie znaleźć tutaj. 

Bingsu z czarnym sezamem i sosem z fasoli Azuki
W zimie natomiast, na co drugim rogu ulicy znaleźć można Bungeoppang, czyli pastę z fasoli azuki, serwowaną  pod kołderką ciasta gofrowego. 

Ciasto gofrowe, pasta z czerwonej fasoli
Przepis jest bardzo prosty, potrawa smaczna a do tego można się pochwalić znajomym na jakimś azjatyckim party zorganizowanym w swoim własnym „M”. 

Fasolka Azuki 팥, Vigna angularis
Czerwoną fasolę Azuki gotujemy aż do miękkości (ok 20 min). 
Po odcedzeniu fasolę zgniatamy. Są dwie szkoły, jedni używają blendera, inni widelca.
Następnie dodajemy szczyptę soli i cukier do smaku. Ja lubię dodać cukier ciemny, brązowy (Muscovado, nierafinowany), jest smaczniejszy i nadaje brunatnego koloru całej paście.

Kiedy już wszystkie składniki wymieszamy; raz jeszcze całość podgrzewamy i dodajemy jeszcze trochę cukru, jeśli jest taka potrzeba, cukier w procesie podgrzewania się skarmelizuje i zwiąże naszą fasolkę.

Po ostygnięciu z pasty formujemy kuleczki. Można je obtoczyć w sezamie, wiórkach kokosowych, posiekanych orzechach; jak kto woli. Nie jest to tradycyjny sposób podania, ale kto powiedział, że przepisów nie można zmieniać zgodnie z własnymi preferencjami?

Smacznego!

sobota, 13 grudnia 2014

Mandu. Krótko i zaj...iście. Koreańskie pierogi.

Jaka pamięć, taki cytat.
Dla tych z Was, którym Małżonka zrobiła smaka na Fejsie, krótka historia i przepis.

Mandu, czyli koreańskie pierożki, pojawiły się na Półwyspie prawdopodobnie wraz z towarami przepływającymi Jedwabnym Szlakiem. Świadczyć choćby o tym może podobieństwo do innych, wyrabianych z pszennej mąki, faszerowanych wyrobów w Centralnej i Wschodniej Azji.
Inna szkoła głosi, że przywieźli je ze sobą najeźdźcy, Mongołowie.

Ktokolwiek przyczynił się do wprowadzenia pszennych pierożków w Korei, powinien dostać Nobla z gastronomii. Niewątpliwie pośmiertnie, ale niech imię jego będzie sławne na wieki.

W naszej kulturze pierogi, to nieodłączny element. Czy to z nadzieniem słodkim, czy wytrawnym, pierogi mają swoich zagorzałych fanów. Rosjanie swoje pielmieni będą jedli z octem i śmietaną, albo podadzą je w rosole. Nasze ruskie(oksymoron, wiem) i pierogi z kaszą gryczaną i bryndzą stawiam wyżej od kawioru.
Ale i Koreańczycy nie muszą się niczego wstydzić.

Po lewej nadzienie z dodatkiem kimchi, po prawej mięsne.
Składniki na ciasto:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 0,75 szklanki wody 
Metoda koreańska:
Składniki wymieszać ze sobą do połączenia, kulę ciasta zawinąć w folię spożywczą, odstawić na pół godziny. Potem ciasto zagnieść, uformować wałek jak na kopytka, odcinać po kawałku ciasta i i rozwałkowywać każdy pierożek z osobna.

A mówią, że Koreańczycy to zmyślny naród..

Metoda polska:
Wodę zagotować i zaparzyć ciasto- wymieszać łyżką, odstawić na pół godziny, przykryte kuchennym ręcznikiem. Lnianym, nie papierowym.
Potem ciasto zagnieść, w zależności do ilości miejsca na stolnicy rozwałkować w całości, lub podzielić na pół, pozostałą część ciasta trzymać pod szmatką, by nie obeschła. Wykrawać kółka szklanką.

Najlepiej, gdy jedna osoba będzie robić metodą koreańską, druga polską. Potem należy wyniki czasowe porównać. I dziwować się, czemu Daewoo w Polsce padło.

Jeśli nie macie w domu wałka - nic strasznego. Świetnie zastępuje go butelka po winie. Przed zagniataniem ciasta wino należy wlać do środka kucharza, żeby miał parę w łapach, gluten lubi być energicznie miętoszony. Wino zastąpić wodą, żeby wałek był cięższy.

Taka Kana Galilejska. Tylko odwrotnie.

Składniki na farsz mięsny:

  • 200 gram mielonej wieprzowiny
  • 400 gram mielonej wołowiny
  • 2 pęczki szczypiorku czosnkowego, posiekane. Można zastąpić zieloną cebulką
  • 4-5 grzybów Shitake, uprzednio namoczonych
  • pół cebuli
  • 100 gram tofu
  • 50 gram ugotowanego makaronu ze skrobi ze słodkich ziemniaków, lub z fasolki mung
  • 3 ząbki czosnku
  • sól
  • cukier
  • olej sezamowy
  • olej roślinny
  • sos rybny
  • sos sojowy

Maczamy w mieszance sosu sojowego z octem ryżowym, pół na pół.

  1. Oba gatunki mięsa włożyć do dużej miski
  2. Dodać łyżeczkę soli, pół łyżeczki pieprzu, łyżkę oleju sezamowego, wymieszać.
  3. Umyte zielone cebulki(lub koreańskie buchu, jeśli mamy) posiekać, dodac łyżkę oleju, wymieszać, przełożyć do miski. Olej zapobiega wyschnięciu.
  4. Drobno posiekać grzyby shitake i cebulę, przełożyć do małej miseczki
  5. Dodać łyżkę sosu sojowego, łyżkę cukru i dwie łyżki oleju sezamowego do grzybów z cebulą, wymieszać, dorzucić do dużej miski.
  6. Tofu odcisnąć przez szmatkę, dodać szczyptę soli, łyżeczkę oleju sezamowego, wymieszać, dodać do dużej miski. Dodać ugotowany makaron.
  7. Do wszystkiego dodać wyciśnięty czosnek, wyrobić na jednolitą masę.
  8. Nakładać łyżeczką farsz, można zwilżyć brzegi naszych pierogowych kółeczek, łatwiej się wtedy zlepiają.
  9. Gotować do wypłynięcia we wrzącej osolonej wodzie, jeśli ktoś ma i chce - można je przyrządzić w parowarze. Jeśli nie macie parowaru, wystarczy metalowe sitko wstawione w garnek z gotującą się wodą. Aby zapobiec przylepianiu się mandu do sitka - wykładamy go papierem do pieczenia, uprzednio potraktowanym dziurkaczem do papieru.
  10. Można też smażyć, pod przykryciem, odwracając od czasu do czasu na drugą stronę. Można dodać na patelnię kilka łyżek wody. Smażyć, aż nabiorą złotego koloru.

Opcja dla wegetarian- mięso zastąpić drobno posiekaną kapustą kimchi.

SMACZNEGO!!!

sobota, 15 listopada 2014

Sałata z kapusty bok choi i persymony

Sobota, na blogu ma być przepis. Proszę bardzo:

Po ostatniej wycieczce do wioski Hahoe, niedaleko Andong mamy w domu sporo owoców kaki, persymony, hurmy, szarona czy jak sobie je nazwiecie.

Na suszone przyjdzie jeszcze poczekać, a mamy już zamówienia z Polski.

Jednym z miejsc w sieci, z których czerpiemy inspiracje kulinarne w Korei, jest blog Beyond Kimchi, prowadzony przez Holly. Pani mieszka zdaje się aktualnie w Argentynie, ale widać społeczność koreańska jest tam liczna, ponieważ nie widać, aby miała problemy z zakupem typowo koreańskich ingrediencji.
Stamtąd też pochodzi przepis na sałatę z młodej kapusty bok choi i persymony.


Przepis łatwy i szybki w wykonaniu, w swojej wersji Holly sugeruje podanie sałaty z ryżem, a jakże.
U nas świetnie się sprawdziła w roli sałaty do kurczaka z rusztu.
Kilka razy w tygodniu, przy przejściu dla pieszych, staje malutka półciężarówka, z gazowym rusztem na pace. Zwykle kręci się w niej kilkanaście małych kurczaków i kilka kawałków boczku.
Czasem boczek jest na dole, czasem u góry. W te dni, kiedy jest u góry, kurczak jest lepszy.
Sami zgadnijcie dlaczego.
Oprócz wegetarian- nie znamy nikogo, kto nie lubi czasem utłuścić sobie paluchów drobiem z rożna.
My lubimy, pan zawsze dorzuca saszetkę soli czosnkowej (w naszym mniemaniu zbędna), oraz dwie saszetki musztardy miodowej. Ta komponuje się z kurakiem znakomicie.
Nie jest to co prawda kurczę pieczone w prodiżu, natarte papryką, a takie pamiętam z dzieciństwa, ale też niezłe.
Zamiast buły czy fryt - sałata.

PRZEPIS

Potrzebne będą:
  • 6 lub 7 małych główek kapusty bok choi
  • 1/2 cebuli, drobno pokrojonej
  • 1 persymona, drobno pokrojona w plastry
  • opcjonalnie strączek czerwonej chili, ładnie wygląda, ale nie każdy wszak lubi      

Składniki dressingu:

  • 2 łyżki suszonych płatków papryki
  • 2 łyżki octu, winnego lub ryżowego
  • 1 łyżeczka sosu rybnego
  • 1łyżeczka cukru (można użyć syropu klonowego)
  • 1 łyżka wyciągu z koreańskiej śliwki, opcjonalnie
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • 1 łyżka wyciśniętego czosnku(do smaku, u nas więcej)
  • 2 łyżeczki koreańskiego syropu kukurydzianego, opcjonalnie
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • 2 łyżeczki uprażonych na suchej patelni ziaren sezamu ( u nas jeszcze orzechy włoskie)              

  1. Wymieszać wszystkie składniki dressingu, oprócz sezamu i orzechów, którymi posypiemy sałatę na końcu.
  2. Zblanszować posiekaną cebulę. Można też zalać ją w miseczce zimną wodą i odstawić na 5 minut.
  3. Odciąć dolne części kapusty, nie będą nam potrzebne. W zależności od rozmiarów główek, przekroić je wzdłuż na pół lub na ćwiartki. My mieliśmy miniaturowe kapustki, wydaje mi się, ze większe można by jeszcze przekroić na pół w poprzek.
  4. W misie wymieszać składniki, polać dressingiem, posypać uprażonym sezamem i orzechem włoskim
  5. Zajadać ze smakiem.                                                

piątek, 7 listopada 2014

Koreańskie naleśniki. Comfort food dla każdego.

Poranki i wieczory już chłodne. Na szczęście wczesnym popołudniem wciąż można iść na spacer bez kurtki czy płaszcza. Wybraliśmy się na kolejne poszukiwanie ładnej, stojącej lampy.
Czasem mam wrażenie, że lampa jak jednorożec, istnieje tylko po drugiej stronie lustra.
Czy też po drugiej stronie szafy, w zależności od tego, co akurat sprzedał Wam dzisiaj Wasz dealer.
Lampy nie udało się znaleźć, wróciliśmy za to z wydrążonym, bawolim rogiem, okutym w mosiądz.
Nada się on doskonale do serwowania wina, jako że nie da się go nijak po napełnieniu postawić.
Trzeba trzymać w dłoni.
A wiadomo przecież, że naczynie trzymane w dłoni opróżnia się znacznie szybciej, niż takie, po które trzeba gdzieś co chwilę sięgać.
Taka wycieczka po Wonju to doskonały pretekst, by dać się zanieść nogom w wąskie uliczki starego miasta.
Zawsze odkryjemy coś nowego. Niekoniecznie na światową skalę, w przewodniku też nie byłoby czego opisywać-najważniejsze, że smacznie.
Głównie o odkryciach kulinarnych tu mowa, zjawiska kulturowe czy społeczne może już nieco mniej nas zaskakują, a może z pustym, burczącym brzuchem nie zwraca się na nie aż takiej uwagi.

W zakamarkach tutejszego bazaru zjedliśmy dziś naleśniki.
Nie należy oczekiwać standardów higieny rodem z wykafelkowanych, lśniących nierdzewną stalą kuchni. Brudno nie jest, nic się nie lepi, ale i tak pani z Sanepidu dostałaby hercklekotu, globusa i innej histeryji, w większości naszych ulubionych przybytków.
Przez dosłowną dziurę w ścianie widać siedzącą na stołeczku panią, przed nią trzy patelnie na gazowych palnikach. Natłuszcza je ona delikatnie, za pomocą wystruganego z rzepy stempla, maczanego w miseczce z olejem(na zdjęciu po lewej stronie, albo po prawej stronie pani naleśnikarki, jak kto woli). Potem kilka gałązek minari (미나리), po angielsku zwanej wodnym selerem (etykieta w tutejszym sklepie) lub też japońską pietruszką, czy chińskim selerem.
Roślinka uprawiana w Azji, zawiera ponoć przeciwzakrzepowe związki flawonowe.
W poprzek dwa drobne listki ze środka główki pekińskiej kapusty, na to ciasto naleśnikowe właściwe.
Wariacji na temat jest sporo, z czego wersja ze szczypiorem czosnkowym i rzeczonym minari- wydają się być najbardziej popularne.
Produkcja trwa bez przerwy, w czym my braliśmy też czynny udział, najpierw objadając się samymi naleśnikami, potem pani widząc uśmiechy na naszych twarzach zawołała coś do swojej koleżanki w dziurze w ścianie obok.
Dostaliśmy tam takie cudo:
Naleśniki z nadzieniem z kimchi i makaronu ze słodkich ziemniaków.
Farsz popularny, na przykład w pierożkach czy bułkach na parze mandu.
Pokrojone kimchi, wymieszane i podduszone z ugotowanym makaronem ze słodkich ziemniaków. Występuje też w wersji z dodatkiem mielonego mięsa.
Równie dobre ze świeżym kimchi, jak i z takim dłużej kiszonym.
Taki krokiet, tyle że nie panierowany. Następnym razem przyniesiemy sobie w termosie czystego barszczu i damy pani spróbować. Zakupione w rosyjskojęzycznym kwartale buraki nie poszły na zmarnowanie.
W chłodne, jesienne dni chyba bardziej niż kiedykolwiek indziej cieszą nas takie dania, o sporej zawartości węglowodanów i kalorii. Przypominając smaki z dzieciństwa i z domu, rozgrzewają nie tylko ciało, ale i duszę.

PRZEPIS NA NALEŚNIKI Z KIMCHI.

Składniki na ciasto naleśnikowe znajdziecie tutaj , pisała o nich Małżonka zwiedzając Tokio.

Składniki na farsz:
  • 200g mielonej wołowiny lub wieprzowiny
  • 1 łyżeczka startego imbiru
  • 3 ząbki czosnku, zgniecione
  • 2 łyżeczki sosu sojowego
  • 1łyżka cukru
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 1 łyżeczka pieprzu
  • 2 garści makaronu ze skrobi słodkich ziemniaków dangmyeon
  • 1 średnia cebula, drobno posiekana
  • 1 pęczek posiekanego szczypioru czosnkowego lub zielonej cebulki
  • 1 szklanka pokrojonego kimchi
  • 100 gram średnio zwartego tofu, odciśniętego
  • 1 łyżeczka soli
  1.  Mięso, wymieszane z imbirem, czosnkiem, sosem sojowym, cukrem, olejem sezamowym i połową łyżeczki pieprzu -podsmażyć na patelni, aż przestanie być różowe. Przełożyć do dużej miski.
  2. Makaron ugotować wg przepisu na opakowaniu(7-8 minut), odcedzić, przelać na sicie zimną wodą, posiekać.
  3. Wszystkie składniki przełożyć do miski z mięsem, wymieszać.
  4. Faszerować usmażone wcześniej i trzymane w cieple naleśniki, podawać na ciepło, Równie dobre odsmażane, jak i panierowane, jak krokiety.
SMACZNEGO!!

sobota, 18 października 2014

W koreańskim warzywniaku - czyli zaadoptowany Brzechwa



Wpis dla Bajarki

Na straganie
Autor: Jan Brzechwa – adaptacja: Świat od Podszewki

Na straganie w dzień targowy
Takie słyszy się rozmowy:

"Może pan się o mnie oprze,
Pan tak więdnie, panie koprze."

Kopru w Korei nie mamy, co prawda istnieje słowo w języku koreańskim na określenie tego warzywa, ale nigdy nie widziałam żeby ktokolwiek go używał, żadna z moich koreańskich koleżanek nie widziała ani nie używa kopru w gotowaniu.

(od Małżonka- koper był dostępny "u Hindusa", w cenie 3 dolarów za lichą wiązkę).
Koreańska sałatka

"Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
Leżę tutaj już od wtorku!"

Szczypiorek mamy! I to w kilku postaciach, tradycyjny (znany z Europy) i szczypiorek azjatycki, który w smaku przypomina trawę, w kuchni używa się także szczypior od czosnku, buchu. Oczywiście występuje jako świeży i kiszony.
Shabu-Shabu
Rzecze na to kalarepka:
"Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!"
Kalarepki nie ma, ale jest rzepka. Stosowana chętnie i w dużych ilościach. Serwowana świeża, w zupie oraz piklowana.
(Od Małżonka-kalarepę kupowaliśmy w rosyjskiej dzielnicy)

Groch po brzuszku rzepę klepie:
"Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?"

"Dzięki, dzięki, panie grochu,
Jakoś żyje się po trochu.

Odmian grochu i fasoli u nas pod dostatkiem.
Korzeń lotosu; po lewej w formie surowej, po prawej gotowane w sosie sojowym z sezamem
Lecz pietruszka - z tą jest gorzej:
Blada, chuda, spać nie może."

Z pietruszką gorzej, dla smaku do zupy dodaje się raczej liści chryzantemowych ;-)
Zupa rybna z liśćmi chryzantemy
"A to feler" -
Westchnął seler.

Seler się trafia, ale tylko naciowy.

Ixeridium shoots w zupie z glonami, lubiany przez mnichów buddyjskich  posiłek

Burak stroni od cebuli,
A cebula doń się czuli:
"Mój Buraku, mój czerwony,
Czybyś nie chciał takiej żony?"

Burak tylko nos zatyka:
"Niech no pani prędzej zmyka,

Ja chcę żonę mieć buraczą,
Bo przy pani wszyscy płaczą.

Buraki popularne nie są, choć można je kupić,tanie niestety nie są, z cebulą problemów nie ma. 
"A to feler" -
Westchnął seler.

Naraz słychać głos fasoli:
"Gdzie się pani tu gramoli?!"

"Nie bądź dla mnie taka wielka" -
Odpowiada jej brukselka.

Brukselka jest do dostania, ale nie jest popularna, popularne są natomiast inne kapusty (czerwona, biała, pekińska).
Glony, czyli warzywa z morza

"Widzieliście, jaka krewka!" -
Zaperzyła się marchewka
.

Marchew jest bardzo popularna i to nie w wersji holenderskiej, z uprawy hydroponicznej, ale z ziemi (nawet w supermarketach).

"Niech rozsądzi nas kapusta!"
"Co, kapusta?! Głowa pusta?!"

O koreańskiej kapuście, szczególnie pod postacią Kimchi można by poemat napisać. Ten kraj oparty jest na kimchi z kapusty pekińskiej.

A kapusta rzecze smutnie:
"Moi drodzy, po co kłótnie,

Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!"
Zupy są, najsłynniejszą to oczywiście Shabu-Shabu, w której pływa ogromna ilość zieleniny (zdjęcie 2)

"A to feler" -
Westchnął seler.

Bibimbap

A teraz o innych, bardzo popularnych warzywach słóweczko:

Korzeń lotosu – w formie surowej w sałatce z sosem majonezowym, można go także gotować w sosie sojowym z dodatkiem ziaren sezamu. (zdjęcie 1 i 4)

Perilla leaves czyli kkaennip– liście podobne do liści sezamu, bardzo popularne do zawijania jedzenia, często się je pikluje podobnie jak kapustę z dodatkiem chili.

Perilla leaves

Bok Choy – smak podobny do szpinaku po dodaniu dużej ilości czosnku i masla ;-)
Ixeridium dentatum roots – czyli korzonki kwiatu z rodziny stokrotek, są bardzo gorzkie, popularne szczególnie wśród mnichów.

Bok Choy

Bardzo popularne są także: słodkie ziemniaki, imbir, sałaty wszelkich maści, ogórki, wszelkie możliwe odmiany kiełków, cukinia, kabaczek, czosnek, grzyby, warzywa dyniowate oraz wszelkiego rodzaju glony, choć, nie wiem, czy zalicza się je do warzyw ;)

Salaty cały czas nawilżane są mgiełką, żeby nie zwiędły, stąd ta biała poświata.

Zazwyczaj warzywa serwowane są w formie świeżej, nieprzetworzonej z sosem zrobionym na bazie chili i fermentowanej soi. Wykorzystuje się je także w zupach i stir-fry, dużo rzadziej podaje się je w formie pieczonej, właściwie sporadycznie. Popularne jest obtaczanie pokrojonych warzyw w jajku i mące i smażenie na głębokim tłuszczu. To popularna przystawka.

Cukinia w panierce

Popularne jest także wykorzystywanie roślin leczniczych w przygotowywanych potrawach. Chyba najbardziej znanym przykładem tego typu jest Samgyetang, czyli w dosłownym tłumaczeniu „ginseng chicken soup” a dla zobrazowania, to nic innego jak francuski La Poule au Pot tyle, że z żeńszeniem. 

Koreański La Poule au Pot czyli Samgjetang

Dla niedowiarków, którzy myślą, że tu się świeżych warzyw nie je, prezentuję dokumentację fotograficzną. Poniższe zdjęcie zrobione jest na zeszło tygodniowym lunchowym pikniku pracowniczym (na dachu naszego biurowca - hahahah - w końcu przyświeca nam w Korei efektywność). 
Od lewej: Kimchi/ radish kimchi, sosy, marchew/czosnek/papryka, sałaty, perilla leaves. Zupa gotowana na kurczaku i kimchi.


Smacznego !

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...